Kategorie: Wszystkie | Andrzej | wielkie semantyczne nadużycie
RSS
piątek, 20 stycznia 2012

Właściwie wiedziałem to od dawna. Przeglądając profilowe zdjęcia moich znajomych, ich strony na facebooku i nie tylko, śledząc blogi, wpisy i medialną obecność szybko zrozumiałem, w jak złe towarzystwo wpadłem. To, że jeżdżą tymi swoimi rowerami, coś organizują, przeciw czemuś się skrzykują czy tam wstawiają notatki z nostalgii za minionymi latami 90' można jeszcze jakoś przeboleć. Ale kiedy ktoś na poważnie deklaruje przywiązanie do miasta (Jezus Maryja!) lub gotowość do skorzystania z zaproszenia do np. społecznych konsultacji, powinno się go natychmiast potraktować jako osobę non grata. Literalnie, najczęściej bowiem nie mają grata i jeżdżą MPK albo, jako się rzekło rowerem. A na zaproszenia na przeróżne wywrotowe akcje powinno się stanowczo odpisać "a idź Pani/Pan stąd!".

Niestety, człowiek jest mądry po szkodzie.

Kiedy w ubiegłym roku brałem udział w pracach zespołu, który starał się znaleźć praktyczne formy dla strategii promocji marki Łodzi, byłem jednym z wielu jego członków, którzy uważali, że rozpisywanie konkursu na logotyp miasta jest złym pomysłem. Mniejsza, jak wyszło i kto miał rację. Ważne, że jednym z argumentów za przeciwnym rozwiązaniem była słaba partycypacja społeczna łodzian. Argumentowano zatem, że udział w konkursie może być czynnikiem wzmacniającym więź mieszkańców z miastem. Czyli tu głos łodzian był istotny - na polu tworzenia komunikacji i znaku, grafiki i marketingu.

 A tu nagle:

"Należy umożliwić sektorowi trzeciemu miasta Łodzi podnoszenie kompetencji w zakresie komunikacji społecznej. Ważne jest, aby przedstawiciele organizacji pozarządowych reprezentowali interesy społeczne w duchu consensusu, a nie wzmacniali niepokoje społeczne, w wielu wypadkach będące wynikiem niedostatecznej wiedzy merytorycznej na temat projektu (...)"

 

Hipotetyczny czytelniku. Jestem w konfuzji. Jeśli w analizie stanu Łodzi zapisano, że partycypacja społeczna jest słaba (powtarzam), jak można uznać, że kiedy ona występuje w czystej formie, są to jakieś akcje, podsycające niepokoje społeczne? Nie, błąd. Powyższą wypowiedź powinno się porządnie przeczytać:

 

"wzmacniali niepokoje społeczne" oznacza bowiem tyle, że te niepokoje są. A społecznicy z mojego miasta rozniecają tylko ogień z żaru, który wciąż się tli. 

 

"duch consensusu" to, jak rozumiem gotowość do rezygnacji z własnej opinii na rzecz rozwiązania, którego się nie popiera i uważa za błąd i do którego nie zostało się przekonanym w dyskusji merytorycznej. Dalsza część sugeruje jednoznacznie, że po prostu jest to wynik niewiedzy. Gdyby ludzie nie działający w duchu consensu wiedzieli to, co powinni, to by działali w duchu consensu. Ma to sporo sensu, zgodzicie się? W tym wypadku pod hasłem "wiedzieli to, co powinni" powinno być "gdyby wiedzieli to co my". Czytaj np. pracowali tam gdzie my i nad tym co my, znali naszą argumentację, czyli mniej więcej byli nami. O! Wtedy duch consensusu panowałby nad wodami w 100%.

 

Paradoks jest dość oczywisty: możemy uznać rozpisanie konkursu na logotyp za formę udziału łodzian w życiu ich miasta. Natomiast zorganizowana i jakoś skoordynowana forma działania na rzecz popieranych przez nich rozwiązań transportowych jest podsycaniem społecznych niepokojów, co wynika z niewiedzy. Trzeba im dać szansę poprawy. Niech się nauczą i przejrzą na oczy.

 

***

 

A teraz coś mojej działki - krótko. Kto odpowiada za komunikację i jak, na Peżota z Placu Wolności!, można pozwolić, żeby tego typu tekst pojawił się w oficjalnej komunikacji miasta? Miasta, które podkreśla swoją potrzebę wzmocnienia społecznej partycypacji??? Litości! Takie rzeczy można myśleć i wysłać sobie mailem, żeby się pożalić. Ale oficjalnie? Przecież wiadomo, co się będzie działo i że w ten sposób jedynie wzmacnia się okopy...

 

A może to i lepiej, bo strzelają z nonsensu. Padnij!

 

06:48, tunder75
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 stycznia 2012

 

Podziękowania dla organizatorów debaty „Strzelaj albo emigruj”, od których wypada zacząć tę notatkę nie są wyłącznie konwencjonalną kurtuazją. Parafrazując zdanie jednego z uczestników – jestem tylko prostym marketingowcem i nigdy nie zajmowałem się przygotowywaniem strategii rozwoju metropolii. Nie znam się na, wyjątkowo skomplikowanych w Łodzi, sprawach i problemach, które wynikają z długoletnich zaniedbań lub zaniechań i są splotem powiązanych ze sobą małych lub wielkich katastrof. Obecni na debacie fachowcy pomogli mi dostrzec kwestie, które w ogóle wymknęły się mojej uwadze – szczególnie mam na myśli wypowiedzi panów Kronenberga i Kłosowskiego. Dzięki nim zauważyłem np. brak realnych, czyli umieszczonych gdziekolwiek poza preambułą, odniesień do środowiska w całej strategii rozwoju Łodzi. Podobnie udało mi się – nareszcie! – dostrzec quasi biznesową sztancę, z jakiej ten dokument wykrojono. Doskonale pasujące do firm wskaźniki efektywności z pewnością nie dadzą się 1:1 przyłożyć do miast. O ile biznes może całkowicie zmienić profil swojej działalności a nawet branżę i z przedsiębiorstwa produkującego kozaki zmienić się w przedsiębiorstwo oferujące zegarki, o tyle miasto nie może porzucić swoich zobowiązań czy aktywności tylko dlatego, że są one skrajnie deficytowe. Niby banalne, a jednak dobrze było usłyszeć swoje myśli wypowiedziane cudzymi słowami w uporządkowany sposób.

Dla mnie spotkanie to miało jednak jeszcze cztery kluczowe punkty:

1.       Głos Patrycji Wojtaszczyk w sprawie strategii województwa

2.       Głos na temat tego, że to, co zdaje nam się być wynikiem logicznego procesu, najpewniej wynika z pewnej nieudolności i chaotyczności prac urzędniczych. Czyli, jak w Wojnie i pokoju, wynik bitwy nie wynika z przeprowadzenia mistrzowskiej taktyki na polu walki; sama walka jest chaosem, nad którym dowództwo panuje w nikłym tylko stopniu. A zatem pozbawienie łodzian realnego wpływu na powstawanie strategii rozwoju ich własnego miasta a potem zaoferowanie im protezy konsultacji społecznych nie wynikają z przemyślnej makiawelicznej postawy, a z indolencji i nieumiejętności UMŁ. Ten pogląd, jak się zdaje, wsparła Urszula Nizołek-Janiak mówiąc wprost, że nasi włodarze dopiero się uczą, nie potrafią takich konsultacji organizować oraz, że powinniśmy w docenić dobrą wolę i gest.

3.       Głos w sprawie pominięcia w strategicznym dokumencie powiązań Łodzi ze… ze światem poza nią. Padł co prawda przykład Warszawy, o której znaczącym sąsiedztwie dokument nie wspomina, ale to właściwie wystarczy za świat

4.       Głos Tomasza Majewskiego – na sam koniec! – wyjaśniający nieco mechanizm powstawania strategii i pojawienia się w niej kwestii kultury i kapitału społecznego.

Jeśli chodzi o punkt 1: o ile zrozumiałem, oba dokumenty strategiczne powstają obok siebie, niemal równolegle i bez żadnego wpływu na siebie. Jako dyletant nie wiem, czy to dobrze, ale pewnie nie, skoro przyjęto w nich inne metodologie (wojewódzka strategia nawet stąd wygląda na solidniej i lepiej przygotowaną), tworzą je inne zespoły itd. Jednym słowem: jak można stworzyć strategię rozwoju miasta, bez wiedzy na temat strategii regionu? A jak region ma uwzględnić strategię miasta w swojej, jeśli na dobrą sprawę nie wiadomo, czy to, co miasto prezentuje jest zamkniętym dokumentem, który konsultacje społeczne mogą zmienić w stopniu kosmetycznym, czy też poddanym pod szeroką dyskusję szkicem, w którym może się zmienić wszystko?

Optymistyczny wariant, z którym opuściliśmy MPK Prexer UŁ był taki, że owszem, to szkic i zaproszenie do dalszych prac. Ale jak to się ma do punktu 2, z którego jak raz wynika, że mamy do czynienia z chaosem, niedookreśleniem? Co daje gwarancje, że dziś nie uzna on swojej propozycji za wiążącą i przyjmie proponowane zmiany? Zresztą jak proponowane? Przez zamknięte formularze, ograniczające możliwości wyrażenia pełnej opinii?

Jak najbardziej doceniam gest poddania strategii rozwoju miasta, w którym mieszkają moje dzieci pod dyskusję. Naprawdę. Nawet, jeżeli przybiera to trudne do zaakceptowania formy. Ale żebym szczególnie miał ochotę przyjmować uzasadnienie, które znaczy tyle, że konkretni przecież ludzie nie znają się na swojej pracy, to trochę za dużo. Nawet jak na Łódź. Docenienie dobrej woli nie eliminuje problemów, które wynikają z jej złej realizacji.

Sprawa oderwania strategii mikro od makro wiąże się z interesującym paradoksem. Otóż, z jednej strony, nasza strategia pokłada wielkie nadzieje w inwestycjach komunikacyjnych: dworcu, lotnisku, kdp. Tymczasem, jak już wspominałem, brakuje w niej w ogóle powiązań choćby z Warszawą, szans i zagrożeń jakie wynikają z tego sąsiedztwa i tak dalej. O braku szeroko pojętego środowiska, na które w potocznym przekonaniu składają się niemal wyłącznie parki z wiewiórkami w konarach drzew, nie wspominając. Całkiem, jakby Łódź była osadzona na asteroidzie, do której da się dolecieć samolotem, dojechać szybką koleją ale jednocześnie nic z zewnątrz nie ma na nią istotnego wpływu. Dziwne.

I ostatnia, trudna, sprawa. Pojawienie się filaru zawierającego odwołania do kapitału społecznego, kultury i tego typu nieistotnych banialuk, jest – jak można było wywnioskować – efektem dość przypadkowego i szczęśliwego trafu. Ot, zespół Kongresu Kultury został włączony ad hoc w prace nad strategią rozwoju. Na swój wniosek. Wziął udział w trzech, czterech może spotkaniach i dodał pominięte wcześniej „miękkie” postulaty. To, moim zdaniem, wspiera tezę, iż strategia rozwoju Łodzi została w swoim rdzeniu przygotowania niemal jak strategia quasi biznesu. A i to źle. Czy tak to powinno się dziać? Czy to może być spójne?

Nie może i nie jest.

Cała nadzieja w tym, że istotnie strategia rozwoju Łodzi zaprezentowana w tej formie jest wyłącznie propozycją. Nie dbam o to, czy takie było pierwotne założenie, czy też jest ono wynikiem głośno wyrażanego – także na debacie w MPK PREXER – niezadowolenia z treści dokumentu i formy konsultacji. Liczy się efekt. I moja nadzieja opiera się dziś wyłącznie na tym, że wczoraj po raz kolejny zobaczyłem kompetentnych i zaangażowanych ludzi, którzy wspólnie mają wolę, żeby coś zmienić.

Powodzenia i do armat. Jeszcze kilka zostało,

 

06:21, tunder75
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 listopada 2011

http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,10575524,Odeszla_Monika_Dziegielewska_Geitz__Zmarla_dzisiaj.html

Mówimy o Monice Dzięgielewskiej-Geitz. Mówimy o dzielnym człowieku. Mówimy z wielkim żalem w czasie przeszłym.

Kiedy niemal rok temu zostałem zaproszony do pracy w komisji, która miała opracować metody i narzędzia wdrażania strategii Łodzi jako miasta przemysłów kreatywnych zdobyłem telefon Moniki i zadzwoniłem do niej. Sprawa była prosta: jeżeli ona byłaby w składzie tej komisji, włączenie się w prace tego podmiotu miało sens. A właściwie było godziwe. Gdyby jej nie było, podziękowałbym grzecznie i odmówił.

Była.

***

Wczoraj przegraliśmy kolejny raz. Znów zawiodło nasze naiwne przekonanie, że wyjątkowe przymioty ludzi, których szczególnie podziwiamy chronią ich jak jakieś zaklęcia. Bez naiwności i złudzeń życie byłoby pewnie nie do zniesienia. Widać to teraz, wobec nieszczęścia, które trudno znieść.

19:13, tunder75
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lipca 2011
Tak to już jest. Świat wielce się zdziwił - ponownie - bowiem ktoś, kto spalał się w świetle jupiterów ostatecznie poległ, odszedł, zmarł i się skończył. Tragedia. Ile takich już było, ile razy układaliśmy buzie w ciup i marszczyliśmy brwi z niedowierzaniem: jak to? tak szybko? taka młoda, taki młody może martwy być? Jak nie może, jak może. Mamy przykłady wybitnych, którzy jako tzw. wybrańcy bogów umierali młodo. I dziś ich nazwiska wracają jak echo: Hendrix, Morrison, Cobain...

Czy Amy Winehouse to jest ta sama liga? Pewnie nie. Została dobra muzyka ale nie było przełomu i błysku, jaki towarzyszył tym największym z komet, kiedy cięły w wielkim pędzie nieboskłon i przyćmiewały gwiazdki i gwiazdeczki. Ale szoubiz miał co chciał - niegrzeczną dziewczynę, której wybryki można było bez końca opisywać. A teraz można połkać i się zadumać. Na tych samych łamach.

Na to nie ma sposobu, powtarza się to i będzie powtarzać. Sam nie wiem, po co gadam o tym zamiast posłuchać jakiegoś kawałka z niezłej płyty pani Winehouse. Ten jest najlepszy:



A słynny Rehab... kiedy indziej.
08:45, tunder75
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 kwietnia 2011

Znane brytyjskie stylistki Trinny Woodall i Susannah Constantine nagrały w Łodzi dwa odcinki swojego autorskiego programu. W czwartek była premiera pierwszego. Polska publiczność miała okazję zobaczyć kawałek Łodzi. Łodzi słonecznej, młodej, nowoczesnej. Stylistki zachwycają się zrewitalizowaną Manufakturą, pocierają na szczęście nos Tuwima. Super! - pomyślałam.

Jakie było moje zdziwienie, gdy po programie, na popularnym portalu społecznościowym, zobaczyłam komentarze: "szkoda, że ich nikt nie zabrał na Limankę, to by dopiero zobaczyły", "szkoda, że tramwajem nie jechały" etc.

Więcej... http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,9487065,Komentarz__Swietnie_potrafimy_dorobic_Lodzi_gebe.html#ixzz1KMANmjrD



Powiedzmy, że sformułowanie "jakie było moje zdziwienie, gdy..." jest jak ze sztancy ale co tam. Ważniejsze zdają się dwie rzeczy:

1. autorka komentarza zdradza dramatyczną ignorancję i brak kontaktu z rzeczywistością odkrywając rzeczy oczywiste jak proszek do prania. Że to łodzianie są w ocenie swojego miasta najsurowsi, niesprawiedliwi, zrzędzą i narzekają deprecjonując sukcesy i, odwrotnie, przesadnie eksponują klapy. Nie-sa-mo-wi-te! Autorka dziwi się światu niczym Marceli Szpak a przecież

2. miasto Łódź w TV może wyglądać jak trzeba! Cieszmy się zatem a nie pogrążajmy w czarnowidztwie. To nasz łódzki daltonizm odbiera nam szansę dostrzeżenia w naszym mieście innych kolorów niż szary prawie czarny.

Ameryka!


Ale czy w ich Londynie nie ma dzielnic, gdzie można dostać nożem pod żebra. W ich metrze nie śmierdzi?
 

Owszem, są. Ale marne świadectwo wystawiałby sobie ten, co by na tej podstawie chciał zrównać nasze miasta. I piszę to z żalem a bez shadenfraude. Ogromnym żalem. Bo na jakim etapie znalazła się Łódź to wiadomo i Radom jest jej konkurencją, nie Londyn.


Promocja miasta nie polega na podkreślaniu jego wad, tylko na chwaleniu się tym, co ma najlepsze. A w Łodzi, mimo wszystko, najlepsza jest Piotrkowska i - czy to nam się podoba, czy nie - Manufaktura. Cieszmy się więc z tego, co mamy, i walczmy o to, żeby takich miejsc było więcej!


Promocja, czegokolwiek - nie tylko miasta to operacjonalizacja założeń, wypracowanych przez marketing. Czyli znajdujemy narzędzia do realizacji celu. A celem jest stworzenie wizerunku. Pozytywnego ale prawdziwego. Dlatego tak bezcelowe były proszę pani te filmy w BBC, z których wyzierał obraz Łodzi jakiej po prostu nie ma.

Tych krytyków nie wolno natomiast karcić. Trzeba im coś zaproponować. Trzeba powalczyć o ich zaufanie, postarać się ich przekonać do projektu, jakim jest promocja Łodzi. I tu ogromna rola służb promocji miasta, mediów... Mediów też, bo roją się od doniesień o większych lub mniejszych łódzkich nieszczęściach jakby w innych miastach nic podobnego się nie zdarzało.

Musimy uruchomić PR wewnętrzny a nie narzekać nad narzekaniem. Mówię jako człowiek od PR odpowiedzialny za wizerunek dużej instytucji. I w jakimś zakresie starający się o zmianę obrazu mojego miasta.

Takie teksty da się napisać lepiej i mądrzej.
16:47, tunder75
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 marca 2011
Gdybym miał opisać, jak wyglądałby kotlet odgrzewany tyle razy, ile wracano do sprawy ulicy Piotrkowskiej, napisałbym tylko jedno słowo. Węgiel.

O, Pietryno moja! Ty jesteś jak sznycel!
Ile cię trzeba cenić, można należycie
ocenić w magistracie!
Dziś marność twą w całej ozdobie
Widzą i opisują panie i panowie
od tych strategii, wizji, misji rozmaitech!
A puścimy samochody! Będzie choć pożytek
Z twej nawierzchni (precz z kostką!), która oczywiście
Automobilowi posłuży. Wara rowerzyście,
czy pieszemu!

Na Zachodnią!
I krzyż na drogę
z nich każdemu.

A zatem powraca zombie ruchu samochodowego na łódzkim deptaku. Według mitycznych kupców z Piotrkowskiej ułatwi to dostęp do wspaniałej oferty ich placówek dla szerokiego gremium jakichś ludzi z atrofią kończyn dolnych, skoro poruszać się mogą wyłącznie w swoich autach.

Otóż jako posiadacz forda mondeo w wersji kombi mogę śmiało powiedzieć: eee tam. Nie dojazd jest problemem. Bo i co? Zajeżdżasz człowieku pod mega ekskluzywny lokal z kebabem i... mijasz go, jedziesz dalej, ponieważ nie masz gdzie stanąć, nigdzie drogi ni kurhanu...

Zatem kolejny postulat: wybudujmy wielopoziomowe parkingi. O.

Człowiek niechętnie się przyznaje do własnych głupstw. Racjonalizuje je, uzasadnia. Jestem pewny, że po fiasku tych pomysłów nie tylko nie znajdzie się nikt skłonny przyznać, że w imię wyimaginowanego ożywienia ulicy zdewastował ją i pozbawił właściwie unikatowego charakteru. Stawiam na takie opcje:

1. ratunek przyszedł za późno! Centra handlowe już tak przyzwyczaiły nas do siebie, że staraliśmy się na darmo!

2. nie było wystarczającej ilości miejsc parkingowych. Sam widziałem tysiące ludzi, którzy smutni odjeżdżali do Manufaktury, bo nie mieli gdzie się zatrzymać.

Zobaczymy? Zakład?
21:29, tunder75
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 lutego 2011
Było o strategiach, globalnych planach, nowym centrum Łodzi. Były wielkie słowa i deklaracje. I nieustanne pretensje oraz narzekanie. Że drogi dziurawe, że kamienice w rozsypce a zabytki wyburzane. Inwestycje nie idą, w prawie i urzędach bałagan. Źle jest i każdy to wie. W Łodzi i pewnie nie tylko.

A w tle płynęła rzeka bylejakości, niedbalstwa i bałaganiarstwa. Szeroko płynęła i to dzięki nam. O co idzie?

O to, że dla nas dom zaczyna się za drzwiami mieszkania. Że to, co jest wspólne - choćby i najbliżej nas się znajdowało - mamy w poważaniu. Że np. musimy palić w windach, śmiecić na klatce schodowej i w ogóle wolna wola. Upadł papier? Niech leży. Pies załatwił grubszą potrzebę? Nie ma sprawy. Zlał się na schodach? Od tego dozorca jest. Miejsce parkingowe zasypał śnieżek? Po co odgarniać! Wjedźmy na trawnik. Jaki zresztą trawnik, nic nie widać. Trawnik jak wiadomo jest wiosną i latem. Malowniczo wygląda także jesienią. Ale zimą twój samochód może sobie na nim stać do woli.

Tak to właśnie z nami jest. Patrzymy w gwiazdy, plany i strategie. Moglibyśmy sami miastem rządzić a nie umiemy utrzymać ładu na naszych kilkuset metrach kwadratowych wokół bloku.

Co innego w mieszkaniu. Dekoratornia! Sterylna czystość i IKEA.

Nam jest potrzebna mała, lokalna rewolucja. Weźmy się za siebie, ogarnijmy to, na co mamy wpływ. Zacznijmy, zamiast spoglądać wysoko, hen ponad miastem, schylać się po to, co nam z kieszeni wypadło a nie warto było się po to schylać. Bo to przecież śmieć.
09:56, tunder75
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 stycznia 2011

Wiem, rozumiem, kochani - był piątek, imprezy,

Drżały szyby w Prexerze, gdzieś leciało szkło,

Ktoś się urżnął na smutno a ktoś na wesoło,

Żeby Smutną ulicą z Łodzią pójść na dno

 

Czyli nocą do domu. Bramy, lumpy, tramwaj,

Który jechał co prawda, ale bez numeru,

Więc dokąd to? Senatorską nie idź przyjacielu,

Bo ona z parlamentem nie ma nic wspólnego.

 

I nieparlamentarne słowa lecą jak efekty

Stereo: z prawej, lewej, ze środka głowy,

Jesteś w połowie drogi, kurwa!, blisko tej połowy,

Która nie jest tą lepszą połową, niestety.

08:01, tunder75
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 stycznia 2011
Serdecznie witam,

Zdarzenie na tyle niecodzienne, że postanowiłem wytrzeć kurz ze swojego bloga i wstawić choć link:
http://www.mmlodz.pl/12268/2011/1/15/nadziei-michal-kedzierski--otworzyl-uniwersytet-lodzki-na-organizacje-pozarzadowe?category=news

Czyli nominowano mnie w fajnym plebiscycie! A jakie towarzystwo!
Super :D
12:40, tunder75
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 grudnia 2010

Przejście podziemne

„gardzę ludkością!!!” (graffiti)

 

Schodzący w przejście podziemne! Porzućcie nadzieje

Choćby najbardziej przyziemne: na tramwaj o czasie

I takie, że może chociaż grafficiarz jest po waszej stronie

Skoro  gardzi ludzkością - czyli wami właśnie

 

- Najbardziej!”. Tymczasem droga przemarza do ścieżki

Ledwo widocznej. Wielkomiejski ruch kołowy

Stara się toczyć jak wcześniej. Blask jest na powierzchni

Śniegu i lodu. Pod nim są tężejące wody

I odcinek pomiędzy światłem a ciemnością,

Przejście.

13:05, tunder75
Link Dodaj komentarz »

"W wierszach Michała Kędzierskiego odnajdziemy i Merrilla, i Brodskiego, i Audena, z jednej strony - dążenie do kunsztownej formy i rozległe kulturowe skojarzenia, z drugiej - precyzję opisu i sięganie do codziennego doświadczenia..."

Jacek Dehnel

Tak, kiedyś się pisało wiersze :)