Blog > Komentarze do wpisu

Nić a nic

Widok na południe jest wciąż otawrty. Spojrzenie wędruje Niciarnianą jak korytarzem wyżłobionym w poprzemysłowym krajobrazie z typową dla niego dużą ilością zieleni i drzew. To trasa moich licznych ucieczek z kina Pokój. Po seansie wystarczyło dać nogę w ogólnym, zwykle pan-szkolnym zamieszaniu. I zamiast odszukać swoją klasę by stadnie powrócić pod budynek podstawówki a dopiero stamtąd do domu, ruszyć samodzielnie lub z grupą kolegów. Niciarnianą na wprost. Bez balastu, regułek, poza nurtem, na przekór. Dopływem miejskich arterii.  Po drodze - koniecznie! - kupić lody w cukierni nieopodal kina. Nigdy nie smakowały lepiej.

Dziś taki dyl chyba by nie przeszedł. Telefony komórkowe łączą nas niewidoczną nitką. Jak kukiełki. Nić ruszona ręką jak najsłuszniej zaniepokojonej wychowawczyni pociągnęłaby rękę mojej mamy a ta z kolei uruchomiłaby karzącą dłoń sprawiedliwości. Czyli rękę taty. Nie, przesadzam i mieszam czasy. Lanie? Tego nie robi się dziecku! Niemniej jakiś internetowy dziennik szkolny doniósłby o mojej ucieczce. A przecież bez tajemnicy, bez pytania „czy tym razem się wyda?” wszystko straciłoby smak i kolory. Wszystko, co warto pamiętać.

Obecnie moja droga do pracy wiedzie w przeciwną stronę. Na północ. Tu widok ostatecznie i definitywnie zamyka bryła szpitala Centrum Kliniczno-Dydaktycznego (CKD). Budowanego od ponad 40 lat Pomnika Ludzkiej Konsekwencji.

Jezdnia jest zrujnowana a ulicy, którą czeka rychłe zamknięcie ze względu na miejskie inwestycje, nie opłaca się teraz remontować. Klucząc między dziurami byle jak załatanymi plackami asfaltu można sobie wyobrazić, że te czarne plamy i zgrubienia to ślady bohaterskiej obrony CKD przed naporem hord z południa. Na III piętrze (Laryngologia) balisty i katapulty szyją pod niebo asfaltowymi pociskami i kolejne już dziś natarcie załamuje się wreszcie. Niewyspany do granic możliwości ordynator w narzuconym na ramiona zielonym fartuchu telefonuje do centrali, która mieści się 10 pięter wyżej. – Kolejny szturm odparty… - mówi do ebonitowej słuchawki aparatu jak z muzeum telekomunikacji. Nic dziwnego. Telefon założono tu w 82’. Ordynator głos ma zmęczonym i ochrypły od wydawania komend i zagrzewania do walki. I zwisła mu na piersi głowa. I tak usnął szpitalny Kordecki. Właśnie: bez odbioru.

Ale nie, nie. To tylko źle naprawione dziury w jezdni. Skręcam w Konstytucyjną. Grawitacja szpitala jest jeszcze zbyt słaba, by ściągnąć mnie na podjazd pod szyld „Izba przyjęć”. Włączam kierunkowskaz, bo zakręt.

wtorek, 17 lutego 2015, tunder75

Polecane wpisy

  • Strefa ograniczonego zasięgu.

    1.W dziesięciostopniowej skali Kubota Stegna ma numer 9. Czyli: w klapkach na plażę nie doczłapiesz. Od tak zwanego miasta do morza daleko, więc nie uświadczysz

  • Zbiórka pieniężna = konsultacje społeczne

    Wiadomość o tym, że w Łodzi powstaną skwer i pomnik Lecha Kaczyńskiego próbowałem przyjąć spokojnie. Oczywista emocja często nie pozwala zauważyć ukrytych motyw

  • Jak żyć za 40 tysięcy miesięcznie

    Eksperymenty - powiedzmy - których założeniem jest, aby dziennikarze, politycy czy sławni ludzie żyli przez jakiś czas za średnią krajową są oczywistością. Ile

"W wierszach Michała Kędzierskiego odnajdziemy i Merrilla, i Brodskiego, i Audena, z jednej strony - dążenie do kunsztownej formy i rozległe kulturowe skojarzenia, z drugiej - precyzję opisu i sięganie do codziennego doświadczenia..."

Jacek Dehnel

Tak, kiedyś się pisało wiersze :)