Blog > Komentarze do wpisu

Już tylko Kilar

Namolny symbolizm, który roboczo nazywam "wajdowskim" to raczej bułka z masłem. Należy ludziom postawić przed oczami jakieś coś - może być klepsydra, koń, karabela. Cokolwiek by to było stanie się wehikułem jakiejś nieokreślonej metafory. Jeśli nie dzieje się tak automatycznie, należy podłożyć w tle muzykę Kilara lub ładnie sfotografować. Rozumiecie, światła, cienie pełgające na ozdobnej uździe. I do tego takt po takcie jakiś polonez. Rebus gotowy. Odpowiedź: historia Polski. Pastwię się a sam nie umiem. Ale co poradzisz? Wszystko to dałoby się jakoś znieść, gdyby nie fakt, że owe metafory udają opowieść o rzeczach, o których niczego sensownego nie da się powiedzieć. Zostają zatem takie pocztówki i złudzenie, że sie dotknęło czegoś, czego nie tylko dotknąć nie sposób, ale czego zwyczajnie nie ma.

Ale czasem przecież tak po prostu jest, że lądujesz w scenografii. Ja wylądowałem. Dawny ośrodek wczasowo - kolonijny Zakładu Włókien Chemicznych ANILANA Łódź został podzielony w trzech czwartych. Mój dom płotem podzielony / podzielone płotem strony. No i jest tak, jak w piosence: jedna strona to naprawdę dobry, sprawnie zarządzany hotel a nawet, jak mówi nazwa, Prestige Spa. Możesz z rodziną pojechać w Karkonosze i z hotelu nie wychodzić. Atrakcji sporo, radochy też dużo. Ta strona zasypia około 22:00 - wiadomo, dzieciarnia. 

Druga strona natomiast nigdy się nie budzi. Pociąg Prywatyzacja 89' uciekł jej sprzed nosa. Po drugiej stronie płotu został niewielki budynek, który przyjeżdżając na kolonie czy zimowiska nazywaliśmy Autobusówką. Mieszkali tam kierowcy autobusów, kiedy przyjeżdżali Autosanem i "trumną", aby nas zabrać do domów. I zostało krzywe, zarośnięte zielskiem boisko, na którym spędziłem w 89' niesamowity szmat czasu jak na gościa, który nie bardzo lubił sport. A futbolu wcale. Ta strona nigdy się nie budzi.

No i naraz w 2013 roku stoję po stronie lśniącej, świeżo rozbudowanej i porządnej. I oglądam zza płotu zapuszczoną i rozpadającą się stopniowo drugą, niezmienioną, niby czyjąś ale niczyją. Panie Kilar! Wal pan marsza! W jednej z bramek zaczyna już wyrastać drzewko (jaki kicz). A w tle, na jasnym niebie widać schronisko na najwyższym ze szczytów Karkonoszy - Śnieżce. Wygląda jak latające spodki ze starych filmów SF. Może rzeczywiście wylądowali tam jacyś kosmiczni szpiedzy, ale po pewnym czasie wyszli na chwilę i zarazili się tą cholerną melancholią. Pojazdy zostały puste, łączność się urwała i nikt nas nie obserwuje. Cały ten cyrk dla nikogo. Jak pięknie.

Człowiek wszakże nie po to chowa się na podwórku graniczącym z resztką sadu, żeby płotek go powstrzymywał. Sadzę zatem przez sztachety i lada chwila jestem na starych śmieciach. Niemal dosłownie. Świerszcze cykają, chwast i zapomnienie. Idę zarośniętą ścieżką, ale się urywa i oczywiście brnę po kolana w trawie do drzwi Autobusówki. Są otwarte ale nie wchodzę. Z bliska widać, że jeszcze kilka lat i niewiele z tego zostanie. Chyba, że jakiś inwestor przerobi, rozbuduje, nadmucha, skosi. Rozbierze. Usunie. Kilara!

Już tylko Kilar. Powiadam Wam. Puste bramki i te szczyty. I, to już szczyt wszystkiego, zaczynają się na mnie sypać jakieś wspominki jak z szafy, do której kiedyś coś się upchało a teraz niebacznie otworzyło się drzwi. Serio. Burdel nieziemski. Postanawiam sobie, że ten bajzel tu zostanie. W tych chaszczach, pod tym niebem, w cieniu tych drzew. Walę zatem w kierunku płotka, przeskakuję i gówno. Okazuje się, że znowu napchałem do tej cholernej szafy. Tylko jeszcze więcej.

Jeśli jednak jest sobie jakieś jutro, to wczoraj z dziś nie zmiesza się tak do końca. Poziomy się wyrównują, dzieciaki krzyczą, że to powiedziało, że jestem głupia! A on mnie udrapnął! Trzeba sobie zaplanować jakieś zajęcia na urlop. I kiedy ostatnie nuty smętnego poloneza ulatują przez okno na wyłożone kostką podwórze, Michalina mówi do mnie z przedpokoju: tato? Tu jest tak ciemno, że nie widać światła.

 

 

poniedziałek, 26 sierpnia 2013, tunder75

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: grzegorz, *.adsl.inetia.pl
2016/06/19 23:30:49
Wspomnienia, Autobusówka - pierwszy raz na koloniach. Potem na wczasach z przyszłą żoną. Jest co wspominać !

"W wierszach Michała Kędzierskiego odnajdziemy i Merrilla, i Brodskiego, i Audena, z jednej strony - dążenie do kunsztownej formy i rozległe kulturowe skojarzenia, z drugiej - precyzję opisu i sięganie do codziennego doświadczenia..."

Jacek Dehnel

Tak, kiedyś się pisało wiersze :)