|
Blog > Komentarze do wpisu
Strzelaj albo emigruj - debata o strategii rozwoju Łodzi Podziękowania dla organizatorów debaty „Strzelaj albo emigruj”, od których wypada zacząć tę notatkę nie są wyłącznie konwencjonalną kurtuazją. Parafrazując zdanie jednego z uczestników – jestem tylko prostym marketingowcem i nigdy nie zajmowałem się przygotowywaniem strategii rozwoju metropolii. Nie znam się na, wyjątkowo skomplikowanych w Łodzi, sprawach i problemach, które wynikają z długoletnich zaniedbań lub zaniechań i są splotem powiązanych ze sobą małych lub wielkich katastrof. Obecni na debacie fachowcy pomogli mi dostrzec kwestie, które w ogóle wymknęły się mojej uwadze – szczególnie mam na myśli wypowiedzi panów Kronenberga i Kłosowskiego. Dzięki nim zauważyłem np. brak realnych, czyli umieszczonych gdziekolwiek poza preambułą, odniesień do środowiska w całej strategii rozwoju Łodzi. Podobnie udało mi się – nareszcie! – dostrzec quasi biznesową sztancę, z jakiej ten dokument wykrojono. Doskonale pasujące do firm wskaźniki efektywności z pewnością nie dadzą się 1:1 przyłożyć do miast. O ile biznes może całkowicie zmienić profil swojej działalności a nawet branżę i z przedsiębiorstwa produkującego kozaki zmienić się w przedsiębiorstwo oferujące zegarki, o tyle miasto nie może porzucić swoich zobowiązań czy aktywności tylko dlatego, że są one skrajnie deficytowe. Niby banalne, a jednak dobrze było usłyszeć swoje myśli wypowiedziane cudzymi słowami w uporządkowany sposób. Dla mnie spotkanie to miało jednak jeszcze cztery kluczowe punkty: 1. Głos Patrycji Wojtaszczyk w sprawie strategii województwa 2. Głos na temat tego, że to, co zdaje nam się być wynikiem logicznego procesu, najpewniej wynika z pewnej nieudolności i chaotyczności prac urzędniczych. Czyli, jak w Wojnie i pokoju, wynik bitwy nie wynika z przeprowadzenia mistrzowskiej taktyki na polu walki; sama walka jest chaosem, nad którym dowództwo panuje w nikłym tylko stopniu. A zatem pozbawienie łodzian realnego wpływu na powstawanie strategii rozwoju ich własnego miasta a potem zaoferowanie im protezy konsultacji społecznych nie wynikają z przemyślnej makiawelicznej postawy, a z indolencji i nieumiejętności UMŁ. Ten pogląd, jak się zdaje, wsparła Urszula Nizołek-Janiak mówiąc wprost, że nasi włodarze dopiero się uczą, nie potrafią takich konsultacji organizować oraz, że powinniśmy w docenić dobrą wolę i gest. 3. Głos w sprawie pominięcia w strategicznym dokumencie powiązań Łodzi ze… ze światem poza nią. Padł co prawda przykład Warszawy, o której znaczącym sąsiedztwie dokument nie wspomina, ale to właściwie wystarczy za świat 4. Głos Tomasza Majewskiego – na sam koniec! – wyjaśniający nieco mechanizm powstawania strategii i pojawienia się w niej kwestii kultury i kapitału społecznego. Jeśli chodzi o punkt 1: o ile zrozumiałem, oba dokumenty strategiczne powstają obok siebie, niemal równolegle i bez żadnego wpływu na siebie. Jako dyletant nie wiem, czy to dobrze, ale pewnie nie, skoro przyjęto w nich inne metodologie (wojewódzka strategia nawet stąd wygląda na solidniej i lepiej przygotowaną), tworzą je inne zespoły itd. Jednym słowem: jak można stworzyć strategię rozwoju miasta, bez wiedzy na temat strategii regionu? A jak region ma uwzględnić strategię miasta w swojej, jeśli na dobrą sprawę nie wiadomo, czy to, co miasto prezentuje jest zamkniętym dokumentem, który konsultacje społeczne mogą zmienić w stopniu kosmetycznym, czy też poddanym pod szeroką dyskusję szkicem, w którym może się zmienić wszystko? Optymistyczny wariant, z którym opuściliśmy MPK Prexer UŁ był taki, że owszem, to szkic i zaproszenie do dalszych prac. Ale jak to się ma do punktu 2, z którego jak raz wynika, że mamy do czynienia z chaosem, niedookreśleniem? Co daje gwarancje, że dziś nie uzna on swojej propozycji za wiążącą i przyjmie proponowane zmiany? Zresztą jak proponowane? Przez zamknięte formularze, ograniczające możliwości wyrażenia pełnej opinii? Jak najbardziej doceniam gest poddania strategii rozwoju miasta, w którym mieszkają moje dzieci pod dyskusję. Naprawdę. Nawet, jeżeli przybiera to trudne do zaakceptowania formy. Ale żebym szczególnie miał ochotę przyjmować uzasadnienie, które znaczy tyle, że konkretni przecież ludzie nie znają się na swojej pracy, to trochę za dużo. Nawet jak na Łódź. Docenienie dobrej woli nie eliminuje problemów, które wynikają z jej złej realizacji. Sprawa oderwania strategii mikro od makro wiąże się z interesującym paradoksem. Otóż, z jednej strony, nasza strategia pokłada wielkie nadzieje w inwestycjach komunikacyjnych: dworcu, lotnisku, kdp. Tymczasem, jak już wspominałem, brakuje w niej w ogóle powiązań choćby z Warszawą, szans i zagrożeń jakie wynikają z tego sąsiedztwa i tak dalej. O braku szeroko pojętego środowiska, na które w potocznym przekonaniu składają się niemal wyłącznie parki z wiewiórkami w konarach drzew, nie wspominając. Całkiem, jakby Łódź była osadzona na asteroidzie, do której da się dolecieć samolotem, dojechać szybką koleją ale jednocześnie nic z zewnątrz nie ma na nią istotnego wpływu. Dziwne. I ostatnia, trudna, sprawa. Pojawienie się filaru zawierającego odwołania do kapitału społecznego, kultury i tego typu nieistotnych banialuk, jest – jak można było wywnioskować – efektem dość przypadkowego i szczęśliwego trafu. Ot, zespół Kongresu Kultury został włączony ad hoc w prace nad strategią rozwoju. Na swój wniosek. Wziął udział w trzech, czterech może spotkaniach i dodał pominięte wcześniej „miękkie” postulaty. To, moim zdaniem, wspiera tezę, iż strategia rozwoju Łodzi została w swoim rdzeniu przygotowania niemal jak strategia quasi biznesu. A i to źle. Czy tak to powinno się dziać? Czy to może być spójne? Nie może i nie jest. Cała nadzieja w tym, że istotnie strategia rozwoju Łodzi zaprezentowana w tej formie jest wyłącznie propozycją. Nie dbam o to, czy takie było pierwotne założenie, czy też jest ono wynikiem głośno wyrażanego – także na debacie w MPK PREXER – niezadowolenia z treści dokumentu i formy konsultacji. Liczy się efekt. I moja nadzieja opiera się dziś wyłącznie na tym, że wczoraj po raz kolejny zobaczyłem kompetentnych i zaangażowanych ludzi, którzy wspólnie mają wolę, żeby coś zmienić. Powodzenia i do armat. Jeszcze kilka zostało,
czwartek, 05 stycznia 2012, tunder75
|
"W wierszach Michała Kędzierskiego odnajdziemy i Merrilla, i Brodskiego, i Audena, z jednej strony - dążenie do kunsztownej formy i rozległe kulturowe skojarzenia, z drugiej - precyzję opisu i sięganie do codziennego doświadczenia..." Jacek Dehnel Tak, kiedyś się pisało wiersze :) |